przebudzam się
ze snu.
to był koszmar.
widziałam
martwe istoty.
odzywa się
czas.
już piąta
każe wstać..
zaglądam
do lodówki.
chciałam
zjeść śniadanie.
a tam?
widzę
czyjeś serce..
czy to
dowód miłości.
patrzę bardziej,
widzę więcej..
wątroba.
czyjaś wątroba.
części
innych ciał.
ciała
martwych zwierząt.
zimne.
martwe.
apetyczne?
nie dostaną
swojej trumny,
ani nawet
dołku w ziemi.
ich urną
zostanie
inne ciało.
ciało konsumenta.
człowieka
który kupił
czyjeś ciało.
bezmyślnie
będzie wkładał je
do otworu w twarzy,
i przeżuwał
kośćmi.
potem
wypróżni się
ze szczątek,
zaglądam do
swych myśli.
nie,
ja nie jestem
taka.
łudzę się,
ale po chwili..
zauważyłam.
moje myśli
są nieczyste.
pełno w nich
tylko
pustych pragnień.
nawet
zaczynam się modlić,
o spełnienie
zachcianek.
w moim sercu
papierowa miłość.
inne
jakby spalone.
miejsce
w którym się znajdowały..
zostało
doszczętnie zniszczone.
wypalone,
wycięte,
skreślone.
a może
moje serce,
pełne lęku
też ktoś kiedyś
schowa?
do lodówki..
lecz..
czy mój umysł
nie zamraża go,
doszczętnie?
czy ktoś
zamrozi
moje serce?
płomień..
który może
jeszcze się żaży
i złoży
w swoim
żołądku.
potem
niedbale
wyśle
na dno
kanału.
serce..
zostań
przy mnie,
proszę
daj mi
wierzyć
że istniejesz.
nie karaj.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz